Slide thumbnail

O satysfakcji z tańca w parze.

Kiedy taniec w parze zwraca zainwestowany czas i pracę?
Kiedy taniec w parze przynosi największą satysfakcję?
Kiedy taniec w parze staje się aktem tworzenia a nie odtwarzania i powielania?

Tylko wtedy, gdy sam taniec i jego wewnętrzne zasady dynamiki i harmonia, staną się dla tancerza celem i miarą.

Z czym to porównać? Możemy spróbować przyrównać ten stan do tego co czuje muzyk w pełnej harmonii ze swoim instrumentem. Podobnie z malarzem, który będąc w pełni świadomym swej techniki, może w stu procentach poddać się realizacji swojego projektu – czegoś co dopóki nie zostanie przelane w rzeczywistość, istnieje tylko w zamyśle. Taniec na parkiecie to jak akt malowania lub improwizowania na instrumencie.

Jaka jest relacja w takim przypadku między partnerami?

W tańcu towarzyskim, artyści dzielą się rolami. Kobieta staje się płótnem pędzlem i farbami, a mężczyzna malarzem. Ich taniec, to malunek, któremu on daje zarys, a ona barwę. Tańcząc swoją partnerką, mężczyzna maluje jej ruchem w przestrzeni, jak muzyk improwizujący na instrumencie, a kobieta zgodnie z zasadami harmonii, stara się być jak najbardziej nastrojonym instrumentem, lub idealnym pędzlem w jego dloniach.

Ani jedna ani druga rola nie jest łatwa, kunszt jest dla obydwojga inny. Jedna strona musi skupić się bezgranicznie na byciu tańczonym, podczas gdy druga – bezgranicznie skupić się na tańczeniu drugiej osoby. Ponieważ w naszym gatunku forma kobiety jest statystycznie fizycznie lżejsza od formy mężczyzny – role te przypadają w taki a nie inny sposób. On prowadzi – Ona poddaje sie prowadzeniu.

Kiedy taniec w parze nie będzie wnosił tego co tancerze od niego oczekują?

Tylko wtedy, gdy oczekiwania nie będą realistyczne. Przykładów jest wiele, jak i sytuacji w których ludzie zaczynają tańczyć w parach, po czym zawiedzeni swoimi doświadczeniami, przestają tańczyć. Najczęściej nie wytrzymują, gdy skonfrontowane z realiami tańca oczekiwania, ukazują często nie do końca dla nas samych uświadomione intencje.

Niektórzy zaczynają tańczyć, ponieważ taniec towarzyski wydaje im się formą przyjemności grupowej – jak wyjście pograć w kręgle lub bilard. Tylko nikt nie będzie dobrym bilardzistą lub świetnym graczem w kręgle wychodząc do klubu ze znajomymi. Taki taniec jest bardziej nastawiony na spotkanie się z innmi. Sam taniec w parze, bilard czy kręgle, stają się bardziej przyczynkiem do spotkania towarzyskiego, niż kunsztem.

Niektórzy zaczynają tańczyć ponieważ podoba im się jak wyglądają pary, które dobrze tańczą. Zaczynają chodzić na zajęcia, ponieważ sami chcieli by być w tej pozycji – spektaklu podziwianego przez ludzi dookoła. Relacja w tym przypadku jest między tancerzami a publicznością – najczęściej w takim podejściu, dynamika wewnętrzna jest niezauważona, a kunszt malowania na żywo zamienia się w odtwarzanie spektakularnie wyglądających tanecznych „fajerwerków”, aby olśnić przypadkowych gapiów.

Niektórzy chodzą na zajęcia ponieważ zafascynowani są kontaktem z osobą, która jest doświadczona w sztuce, którą sami chcieliby posiąść. Relacja która wychodzi wtedy na pierwszy plan, to kontakt ucznia z nauczycielem. Nie zapominajmy, że kontakt ten to tylko narzędzie do przekazania wiedzy, które prędzej czy później powinno być odłożone na „półkę”. Narzędzie nie jest efektem końcowym, i nie jest potrzebne w procesie doświadczania skończonej pracy. Kiedy dom jest zbudowany, czas w nim zamieszkać, a nie chodzić dookoła z młotkiem w dłoni, lub jeszcze gorzej – chodzić po nim żonglując młotkami. Kiedy zajęcia dobiegly końca a wiedza zostala przekazana – czas wyjść na parkiet, zacząć tańczyć i ćwiczyć – nie iść na kawę ze swoim nauczycielem.

Przykłady zaangażowania w taniec nie z powodu samego tańca można w ten sposób mnożyć.

Co ciekawe – paradoksalnie – gdyby te przyczynki nie istniały, najprawdopodobniej bardzo mało osób kiedykolwiek trafiło by na parkiet taneczny.

Kiedy jednak trafią już na parkiet, istnieje szansa przekazania im wiedzy o tym, co taniec w parze ma na prawdę do zaoferowania. To rola nauczyciela, jako znającego kunszt od podszewki, by stać na straży kanonów, zarówno na parkiecie jak i poza nim.

Odpowiedzialność jest niepomierna. Gdy uczniowie oddają swoje nie zapisane taneczne karty w ręce nauczyciela, oddają mu kontrolę nad stworzeniem swoich kanonów w tańcu – kanonów, które przyjmą do siebie jako aksjomaty. Pierwsi nauczyciele tworzą miarę, którą uczniowie będą mierzyć wszystkie swoje osiągnięcia w tańcu, jak i osiągnięcia innych.

Kiedy taniec w parze zwróci zainwestowany czas i pracę?
Kiedy taniec w parze przyniesie największą satysfakcję?
Kiedy taniec w parze stanie się aktem tworzenia a nie odtwarzania i powielania?

Tylko wtedy, gdy zamiast otoczką, zajmiemy się tym co dzieje się w środku.
Tylko wtedy, gdy zrozumiemy, że najprawdopodobniej to, co nas do tańca przyciągnęlo, jest tylko zewnętrzną namiastką piękna ukrytego wewnątrz.
Tylko wtedy, gdy zamiast mówić o tańcu, uśmiechniemy się do siebie, zapomnimy o widzach, lustrach, nauczycielach, próbach zaimponowania komukolwiek, personalnych dynamikach między-partnerskich i problemach domowych, zamkniemy na chwilę oczy, wsłuchamy się w drugą osobę i skupimy się na tym by stać się tańcem.
Tylko wtedy, gdy sam „moment” bycia tańczoną i tańczenia kogoś innego, jego dynamika i harmonia, stanie się dla nas celem i miarą.

Do zobaczenia na parkiecie.
Adam Czub